piątek, 23 stycznia 2015

Refleksja czasowa, nowe miejsca i sercowe DIY

"Nie mamy zbyt wiele czasu by być szczęśliwymi. Dni przemijają szybko. Zycie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia a jakaś niewidzialna ręka nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Jeśli nie jesteśmy szczęśliwi dziś, jak potrafimy być szczęśliwi jutro"
                                                                                               Philip Bosmans

I tak już jest z tym naszym czasem, że pędzi jak szalony, odnoszę wrażenie że kiedy jesteśmy zapracowani on szczególnie przyspiesza, jakby chciał nam dołożyć w kość, wtedy musimy dokonywać wyborów, praca czy rodzina, spacer czy książka, sen czy wypełnianie papierów, jedno kosztem drugiego. I jak tu być szczęśliwym zegar tyka co sekundę, więc kiedy mamy znaleźć czas na szczęście a kiedy on przyspiesza spinamy się coraz bardziej więc dni przelatują mam miedzy palcami a marzenia odkładamy na później, ktoś zna to uczucie? bo ja jak najbardziej. Jednak w życiu każdego człowieka przychodzi taki moment że trzeba podjąć decyzję, czy chcemy tak dalej?, ja zawsze kiedy przewracałam sterty książek i zaległych prac zastanawiałam się czy tak wygląda moje szczęście, najpierw nie mogłam się doczekać kiedy odchowam dzieci, włożę szpilki i wrócę do normalnego świata!!! i tak też się stało. I właśnie wtedy pojawiła się ręka która zaczęła skreślać moje marzenia bo kompletnie na nic nie miałam czasu i wtedy wyjątkowo zatęskniłam za domem, spokojem oazą ciszy i radością, usiadłam i do dziś pamiętam myśli w mojej głowie dokąd teraz? kiedy? gdzie?. Jak znaleźć to szczęście i choć na chwilę zatrzymać czas, a czułam się coraz bardziej zmęczona, pojawił się dziwny splot wydarzeń, które pozwoliły mi uzyskać odpowiedzi na moje pytania, wtedy zrozumiałam że idę w dobrym kierunki, osiągnęłam szczęście i zatrzymałam czas. Już nie tęsknię za szpilkami, teraz idę powoli w wygodnych butach, a tyle lat uczyłam się takich mądrości ale zanim to do mnie dotarło wiele szczęścia zgubić musiałam. Celebruję chwilę z najbliższymi, gotuję, spaceruję, tworzę, zwiedzam, dzięki temu że czas płynie wolniej mam i czas na takie chwilę refleksji jak dzisiaj. A teraz Wam pokarzę gdzie dla mnie ostatnio zatrzymał się czas, co stworzyłam i co widziałam więc zapraszam.





DIY - serce z mchu




















 Międzyzdroje i okolica, Świnoujście, Ahlbeck, Heringsdorf i Bansin




































piątek, 16 stycznia 2015

Codzienność

Pragnę Wam przybliżyć moją osobę i moją codzienność, stany i przemyślenia w których aktualnie się znajduję. Gdy zaczynają mnie nękać smutki z powodu braku słońca i śniegu najlepiej relaksuję się poza domem, wtedy zaczynam spoglądać inaczej na świat. Bo przecież codzienność składa się właśnie z takich małych przyjemności jak uśmiech dziecka czy kubek porannej aromatycznej kawy. Teraz blog stał się taką moją codziennością i nie ma w nim najnowszych trendów i modnych tematów ale odkrywa moje małe skarby, szczęścia, rzeczy , które mnie cieszą  w których zrobienie wkładam całe serce, bo przecież gdzie był by sens robienia czegoś czego się nie lubi. A największe szczęście daje mi naturalność, wolność, spontaniczność i właśnie dlatego ciągle szukam swojego szczęścia na ziemi i takiej bezludnej wyspy, gdzie tylko spokój i miłość będzie miała znaczenie a za zamkniętymi drzwiami gdzieś będę gubiła wszystkie problemy i smutki. A z powodu przygnębiającej mnie pogody próbuje dostarczyć trochę energii i witalności prosto z natury i wspomóc się bombą witaminową w postaci koktajli oraz placuszków szpinakowych. Oczywiście oprócz nich pomagają czerwone paznokcie i usta, kolor który ożywia duszę i dodaję siły aby spojrzeć kolorowo na tak pochmurny świat. We wnętrzach  po świątecznym szaleństwie zapanowała harmonia i znów króluje biel. Jeśli macie jakieś sposoby aby wspomóc się w taką pogodę to piszcie, chętnie zastosuję, z wielkimi ukłonami czekająca na choć promyk słońca i płatek śniegu Ilona.









































piątek, 9 stycznia 2015

Styczniowe rozmyślania z morzem w tle

Tak spoglądam za okno na lekko mokry świat i cały czas odnoszę wrażenie, że pory roku ktoś psotnie poprzestawiał. Ferie idą dużymi krokami a tu jak tak dalej pójdzie to zamiast na sankach będziemy jeździć na rowerze. Tęsknie za tymi czasami, kiedy święta zawsze były białe  i maszerowałam na pasterkę po skrzypiącym śniegu, stroiłam balkon świecidełkami a rano promyki słońca nieśmiało wpadały do pokoju budzić mroźny dzień. Ja należę do tej części społeczności, że jak zima to śnieg i mróz, zresztą wydaje mi się, że jak tak dalej pójdzie to moje dzieci bałwana będą znały tylko z obrazka a nie tego ze śniegu co stoi przed domem i wita gości. W mieszkaniu pozostaje jeszcze w klimacie świąteczno-zimowym, jeszcze nie pora aby ogołocić panią zieloną z wszystkich świecidełek choć wiem, że niedługo trzeba będzie cały ten świąteczny kram pożegnać na rok. A po tym całym obżarstwie domowych wypieków, kiełbasy, szynki, sałatek pora na lekkie jedzonko, wszystkim nam się przejadły ciężkostrawne przysmaki. A naleśniki z powidłami śliwkowymi smarze w ilościach hurtowych tak wszystkim smakują, do tego herbata z suszonymi malinami. Co roku jesienią suszę maliny i zimą dodaje całe do herbaty dosyć że pysznie smakują to jeszcze idealne na przeziębienie, wiec polecam wszystkim którzy jeszcze tego nie znają i stosują domowe sposoby zanim sięgną po leki. U mnie w domu tak było że najpierw przeziębienie leczymy syropem z cebuli, sokiem z pieczonych buraków, mlekiem z  miodem jak miało pomóc to czemu nie spróbować, leki zawsze zdążymy zażyć. A skoro nieświadomie wkroczyłam  na temat zdrowia to po świętach przyszedł czas na zgubienie kilku, może kilkunastu kalorii które podstępnie wkradły się w centymetr :) i spacer po plaży. .












































Akurat trafiliśmy na sztorm a taki widok morza uwielbiam najbardziej, woda wrze i huczy, fale osiągają wysokość dwóch metrów a jodu do wdychania co niemiara. Morze to moja miłość, uwielbiam ten szum, powiew wiatru we włosach, cudny zapach i same skarby natury muszle, bursztyny choć o nie nie łatwo, patyki. Podczas sztormu kiedy spacerujemy molem, mimo że temperatura na plusie wgłąb morza odczuwalna jest na minusie i do tego mroźny przeszywający wiatr i fale odbijające się o molo, więc dłużej niż 15 minut nie daliśmy rady wytrzymać, palce zamarzały w rękawiczkach, ale udało się zrobić kilka fotek.



















 I zanim się obejrzymy minie styczeń a tak by się chciało czasami zatrzymać choć jedna kartkę w kalendarzu i zostać przy niej na dłużej, delektować się każdą chwilą szczęścia i radości, aby tak szybko nie mijały. A jak u Was z przestawieniem się na normalny rytm, było ciężko:)?  Pozdrawiam:)