niedziela, 6 grudnia 2015

Mikołajkowe dekoracje.

Na ten czas przedświąteczny czekam cały rok, grudzień jest dla mnie bardzo szczególnym miesiącem. Kiedy rozpoczyna się czas adwentu całą rodziną przygotowujemy się na świąteczny czas i nie są to dekoracje w domu. Grudzień jest takim rodzinnym miesiącem, wtedy mam taką największą potrzebę na bycie razem. Rozpoczynamy go tradycyjnie pieczeniem pierwszych pierniczków i z pewnością nie ostatnich. Dzień przed mikołajkami rozświetlam dom gwieździstymi girlandami, które wnoszą wyjątkowe ciepło i nastrój i oczywiści świece, które pachną lawendą i rozmarynem. W tym roku kolorystyka, która dominuje to biel i szarości z drobnymi elementami czerwieni. Jakoś nie wyobrażam sobie świąt bez czerwonego koloru, jest bardzo ciepły i z pewnością dodaje tego czegoś świątecznym wnętrzom. Wieczorami czytam ulubione książki, które kupuje dużo wcześniej a dzieci wykonują swoje dekoracje i myślę, że każda praca zrobiona przez dziecko jest wyjątkowa i przez lata zgromadziłam już pełne pudełko właśnie takich prac, które mają w sobie taką dziecięcą magię. Kiedy za oknem dmucha wiatr lubię rozkoszować sie smakiem moich ulubionych zimowych herbat, które maja w sobie wszystkie zimowe zapachy. Podróżuję w różne miejsca i zawsze do domu wracam z paczuszką dobrej herbaty, która w takie wieczory potrafi poprawić nastrój a do tego jest wyjątkowo rozgrzewająca. Powoli również susze pomarańcze, które dodatkowo otulają nas pięknym zapachem  a naszym przysmakiem są mandarynki, do których mam wyjątkowa słabość. Czasem latem, kiedy je kupuje i powącham ich wyjątkowy aromat od razu przenosi mnie on w moje zimowe wieczory. Bo przecież zapach ma bardzo wyjątkowa moc szczególnie ten, który potrafi nas przenieść w nasze wyjątkowe miejsca. Dziękuje bardzo za bardzo miłe komentarze pod ostatnim postem. Jesteście wielkie :*






















































niedziela, 22 listopada 2015

Ulubione przysmaki i mały sukces.

Kiedy dzisiaj spojrzałam na datę ostatniego posta to aż się przeraziłam ale w ostatnim czasie trudno było mi znaleźć chwilę aby coś napisać. Jeśli ktoś myśli, że publikacja postów to taka lajtowa sprawa to jest w błędzie, przygotowanie zajmuje wiele czasu. Zrobienie zdjęć, obróbka, napisanie posta, przesłanie do blogera i czasem siadam i mam taka pustkę w głowie, że nie jestem w stanie nic skleić. Wychodzę z założenie, że jeśli mam coś robić na siłę i pokazywać zdjęcia, które nie bardzo mi się podobają to wolę nie robić tego wcale. Czasami pstrykam zdjęcia kilka dni, tak jak teraz, bo do postów kulinarnych dochodzi jeszcze gotowanie:), chociaż dla mnie stanie w kuchni to rodzaj od stresowania się wiec nie stanowi to dla mnie problemu. Jeszcze muszę dodać, że robienie zdjęć o tej porze roku też jest nie lada wyzwaniem ze względu na światło a właściwie jego brak więc dzień wcześniej stoję w kuchni aby w następny zdążyć coś popstrykać. A teraz trochę o moich jesiennych przysmakach i jak to jesienią bywa szaro i ponuro więc każdy dzień rozpoczynam od kawy i dzisiaj kilka fotek w moim ulubionym kubku. Jesienią uwielbiam stać w kuchni, tak już mam od lat może właśnie zapachami ocieplam ponury świat. Jesienią nie może u mnie zabraknąć zupy dyniowej, robiłam ja według wielu przepisów a prawdziwy sekret tkwi w gałce muszkatołowej i maśle klarownym. Właśnie z tymi dodatkami smakuje mi najlepiej a na maśle podpiekam cebulkę i czosnek a cały dom wypełnia smakowity zapach. Ostatnio znalazłam też bardzo prosty przepis na ciasto marchewkowe, jakoś przez wiele lat omijałam je i nie mogłam sobie wyobrazić smaku marchwi w cieście. Nawet nie wyobrażacie sobie jaki popełniałam błąd, ponieważ smak jest wyśmienity, ja jeszcze do przepisu dodałam odrobinę cynamonu więc podczas pieczenie dom wypełnił niesamowity aromat. Cynamon jesienią mam zawsze pod ręką i dodaje go nawet do kawy spróbujcie prawdziwa pychotka. Właśnie w porach roku, kiedy brakuje światła zapach potrafi poprawić humor i samopoczucie taka kuchenna aromaterapia. A we wnętrzach też zaszły małe zmiany ale jestem w trakcie robienia ozdób adwentowych więc w najbliższym czasie pokażę swoje pomysły jak posrebrzyć mieszkanie. A dzisiaj pomysł, który dawno chodził mi po głowie a mianowicie łapacz snów, które bardzo są w moim guście ale jakoś nie bardzo pasował by mi taki ze wstążek i szydełkowej serwety. Postanowiłam spróbować taki łapacz namalować sobie na płótnie, prosty, zwykły i lekko cieniowany. W malowanie jestem prawdziwym amatorem i to takie pierwsze moje dzieło więc jestem jak najbardziej szczęśliwa, że w miarę to wyszło. A teraz o moim małym sukcesie, mianowicie miałam przyjemność przygotować potrawę wigilijną do grudniowego "Mojego Mieszkania". Niby jedno zdjęcie ale wyzwanie było spore ponieważ miałam to przygotować w kolorach miętowym połączonym z pomarańczem. Jakoś nie mogłam sobie wyobrazić ryby na turkusowych talerzach, jednak efekt końcowy nawet mnie zaskoczył. Pragnę podziękować pani Dorocie Jaworskiej za wiarę w moje możliwości i miła współpracę. Wam również Kochani dziękuje mimo, że ostatnio mało mnie tutaj to i tak zaglądacie i piszecie miłe słowa, które są prawdziwą przyjemnością. Buziaki ogromne przesyłam.










































poniedziałek, 2 listopada 2015

W biegu.

Każda nadchodząca jesień kojarzy mi się z odpoczynkiem i zwolnieniem tempa. W tym roku jednak pędzę jak szalona a o wyciszeniu  i prawdziwym wypoczynku mogę zapomnieć. W ostatni weekend przejechałam 300 km w jedna stronę aby uczestniczyć w wyjątkowym dla mnie wydarzeniu i poznać wspaniałych ludzi. Warsztaty kulinarne, bo o nich mowa, były prawdziwym dla mnie wydarzeniem ponieważ firma Schar, która była sponsorem jest producentem żywności bezglutenowej. A będąc na diecie bezglutenowej od lat znam i kupuje ich produkty, teraz dodatkowo mogłam spróbować nowości rynkowych i oczywiści przygotowanych przez nich potraw. Miałam również wrażenie, że osoby które uczestniczą w warsztatach tworzą jedna wielką rodzinę a przecież widzieliśmy się pierwszy raz w życiu. Jeśli mamy jeden wspólny problem to szybko można znaleźć wspólny język więc czas i doświadczenie, które tam zdobyłam jest nieocenione. A przy okazji pobytu w Gdańsku zwiedziliśmy Starówkę, najstarszą ulice Gdańska. Jaki tam panuje klimat, rety coś wspaniałego, z każdej strony dobiega przyjemna muzyka skrzypce, akordeon, gitara, każdy gra, śpiewa, tańczy a przechodnie wrzucają monety do kapelusza. Wspaniałe kamienice i stare drzwi jak w Domu Uphagena, w którym jest teraz muzeum a można w nim poznać kulturę mieszczańską a w każdą ostatnia niedzielę miesiąca odbywa się tam koncert z cyklu: „Muzyczne niedziele Domu Uphagena". Piękna Brama Zielona i Żuraw Gdański to najstarszy dźwig portowy średniowiecznej Europy, jest on do dziś najbardziej charakterystyczny z wszystkich budowli Gdańska. Największe na mnie wrażenie zrobiła Bazylika Mariacka, długość jej łącznie z przyporami to 105,5 m. sklepienia sięgają do 30 m. a wysoka jest na 77,6 m. więc wejście na górę było nie lada wyczynem. W skrócie pokazałam Wam całą ulicę Długą a czasu nam nie starczyło na więcej. Choć w Trójmnieście już miałam okazje być kilka razy, zawsze wracam do tego miejsca z sentymentem. A po powrocie wyczekany i przymuszony wypoczynek bo i mnie już dopadło pierwsze przeziębienie w tym roku więc postaram wykurować popijając herbatkę z miodem i cytryną. Na półce książki już naszykowane do przeczytania, w świece też się zaopatrzyłam i lampki dekoracyjne rozwiesiłam. Więc jesień u mnie świetlista i bardzo przyjemna, nie ma jak to od czasu do czasu zamknąć się w czterech ścianach w takim klimacie. I nie straszne mi teraz mgły za oknem i siąpiący deszczyk.
 Pozdrawiam jesiennie Ilona.